Ostrość na nieskończoność


Godne politowania.
lipiec 28, 2009, 1:24 am
Zaszufladkowany do: Filmy

Tak właśnie mogę określić filmową ekranizację Death Note (obie części).

Rzecz jasna nie spodziewałem się jakiegoś wiekopomnego dzieła, na miarę holiłódzkich produkcji w stylu genialnych Transformerów, jednakże to co zobaczyłem wołało dosłownie o pomstę do nieba.

Death Note

Choć o ile może gra aktorska, oraz sam dobór obsady nie był taki najgorszy, ba powiem więcej, niektórzy pasowali dosyć dobrze do swoich ról (np. L, Misa). To zaś fabuła miała mało co wspólnego z oryginalnym anime. Zmieniono bowiem wiele, zbyt wiele. Całkowicie inne zakończenie, wykastrowanie wielu naprawdę ciekawych wątków sprawiło że Death Note w Death Note było za mało, a cały jego urok prysł. Co jak co, ale samo anime do pewnego momentu było naprawdę dobre i trzymające w napięciu.

Czego jednak oczekiwać od adaptacji anime, w końcu powstaje ona tylko po to by wyciągnąć jak najwięcej kasy od fanów samej dając niszową, nic nie wartą produkcję. Po obejrzeniu obu części (Death Note, oraz Death Note: The Last Name, każda po coś koło 2 i pół godziny) utwierdziłem się tylko w przekonaniu że anime to anime, nigdy nie powinno być przekładane na “prawdziwy” film (taki no, z żywymi aktorami ;) ). Za inny przykład zajebistej licencji spieprzonej gównianą adaptacją można podać już wystarczająco obrzucony błotem filmowy “Dragon Ball”.

Szkoda, naprawdę szkoda, bo gdyby ktoś się postarał można było zrobić naprawdę dobry film. Można było, a wyszło i tak jak zwykle. Zapomniałbym jeszcze dodać, jest coś jeszcze zwącego się “Death Note: L change the worLd”. Nie wiem jednak czy to jakaś mini-seria czy już dłuższy film (wiem, że część obsady jest z pierwszych dwóch filmów). Szczerze powiedziawszy nie chce nawet wiedzieć. Znając życie, poziomem idiotyzmu przebije pierwsze dwa filmy. No a po co marnować niepotrzebnie czas? :)

Teraz trochę z innej beczki: recenzja inFamous pojawi się, ale trochę później (wielki come-back na JRK’s RPGs w toku :) ).

Dobranoc. :)

Hollenthon – [Opus Magnum #00] On The Wings Of A Dove

PS. Jak widać znów kombinuję z wyglądem strony, tym razem jednak ów styl bardzo mi pasuje, blog jakby nabrał “życia”. :)

PS2. Cóż, na samym layoucie strony się nie skończyło, nawet postanowiłem tytuł zmienić. ^^ I blog w obecnej postaci chyba pozostanie na długi czas, tak sądzę. :)

PS3. A i jeszcze jedno, WordPress zmienił te tandetne emotikony na te starsze, i super. Widać że słuchają opinii użytkowników, to mi się właśnie podoba w takich serwisach.



Chiasm.
lipiec 24, 2009, 3:39 pm
Zaszufladkowany do: Muzyka

Nie jestem zwolennikiem techno, no ale czasami trafi się jakiś utwór na jakimś OST’ku że po prostu aż dreszcze przechodzą po każdym dźwięku, wtedy nie zwarza się już na gatunek.

Tak jest właśnie z Chiasm – Isolated z Vampirzej Maskarady (a dokładniej z Bloodlines).

I can’t care for what’s left me behind
And stare at light that makes me blind
These broken walls trap me inside
I’m isolated

Ciekawe jakby ten kawałek wyszedł gdyby te bity zastąpiono perkusją, gitarą itd. :)

W ogóle, od Chiasm muszę polecić kawałki pt. “Someone”, “Enemy”. Po powrocie będę musiał się poszukać ogólnie jakichkolwiek informacji o twórcach. Ciekawe gdzie jeszcze można usłyszeć ich kawałki.

I’m isolated

Pozdrawiam. :)

Chiasm – [Vampire: The Masquerade – Bloodlines OST] Isolated



Dzień 32.
lipiec 22, 2009, 10:15 pm
Zaszufladkowany do: Dziennik z podróży

Wylegiwania się ciąg dalszy.

Powoli dostaje jopca od tego siedzenia bezczynnego, a tu jeszcze półtora tygodnia, bleh. :|

Na szczęście umilam sobie czas czy to pokonując kolejne zastępy wrogów w Heavenly Sword, czy to śpiąc do… 18. Czy to cudnymi rozmowami z Agą lub z zwijając się ze śmiechu po kolejnych wybrykach Giurka. Nawet komentarze od Grimma (pozdrawiam) też potrafią zabić człowieka, taki np. news że facet nie umiejący obsłużyć gamepada nie będzie w stanie zaspokoić kobiety (wg. Cosmopolitan, hehe). :D

Na iPhonie znów króluje Coma, ze swoją świetną Hipertrofią (im więcej ją przesłuchuje tym coraz bardziej ją doceniam). W ogóle, wybrałbym się jeszcze raz na ich koncert, szczególnie mam taką ochotę gdy słyszę po raz enty “Wolę Istnienia”, czy to “Ciszę i Ogień”.

W ogóle, to będę miał chyba problem z powrotem do polski, gdyż spotkałem tutaj TAK PYSZNE CIASTKA Z KARMELEM że zabiorę ich chyba z tonę do kraju. :3 Całymi dniami mógłbym je jeść i jeść~ ^^

Ogólnie jednak rzecz biorąc, minął miesiąc już od mojego pobytu tu, ugh. Zleciało szybko, oj zleciało, szczególnie te trzy tygodnie zapieprzu przy układaniu mrożonek. Ciekawe jak zlecą pozostałe dni.

A, i być może skupię się w sobie i napisze w końcu jakąś reckę (nie dla JRK, u niego wiszę z tyloma pozycjami że za niedługo naśle na mnie ludzi w czarnej wołdze, na szczęście mnie nie znajdą, mwaha). Tym razem inFamous, genialny mix lekkiego post-apo, superbohatera, nieliniowej fabuły. Aż mnie naszła ochota puścić sobie Silent Melody (za włożenie tego utworu w creditsy pod koniec gry twórcy mają dodatkowego plusa).

Kolejny wpis, nie-mam-pojęcia-kiedy. Tak gwoli ścisłości. :3

Dobranoc.

Coma – [Hipertrofia #02] Wola Istnienia…